18 października 2013

Bieganie i lokowanie

Oj, dostało się Tomaszowi Lisowi za wpis na blogu. Dostało. Niby nic. Dwie małe fotki z Poweradem przy wpisie dotyczącym przygotowań do maratonu, a przez media przewala się fala oburzenia. Przecież takie rzeczy są standardem w biegowej blogosferze. Tyle, że nie każdy jest Tomaszem Lisem, a standardy niekoniecznie są dobre.

Co takiego zrobił Tomasz Lis?

W zamieszczonym niedawno wpisie na swoim blogu w serwisie natemat.pl opisał przygotowania do maratonu we Frankfurcie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo od dawna publicznie mówił, że biega i bieganie lubi. Wpis miał jednak jeden mankament - zdjęcia. Na tych zdjęciach widać Lisa popijającego Powerade'a i to w taki sposób, żeby broń boże nikt nie pomylił go z innym izotonikiem. Do tego dochodzi wpis Roberta Korzeniowskiego, który oceniając plan treningowy Tomasza Lisa de facto rozpływa się nad właściwościami Powerrade'a. Tekst został oznaczony jedynie niewielkim napisem, że zawiera lokowanie produktu i to nie od razu, a dopiero po pierwszych krytycznych komentarzach.

Na to środowisko dziennikarskie podniosło larum, że autor narusza standardy ich pracy, że podważa niezależność i wiarygodność środowiska, a także jego obiektywizm. Tyle, że tekst napisał Tomasz Lis - blogger, a nie Tomasz Lis - dziennikarz.

Blogi biegowe a reklama natywna

Nie widzę jednak wielkiej różnicy w tym co zrobił Tomasz Lis, od tego co każdego dnia widzę w sieci. Dziesiątki testów bez testowania, opinii bez spróbowania i wrażeń bez dotykania są wypluwane przez ekran mojego komputera. Do tego setki zdjęć na których niby przypadkiem główne miejsce zajmuje logo marki.

Zatrważający jest brak czytelności we współpracy firm i blogerów. Nie mam nic przeciwko testowaniu produktów, czy sponsorowaniu przez firmy internautów. Wolę jednak jako czytelnik być o tym z góry uprzedzony, a nie doszukiwać się małego druczku na końcu tekstu, a zazwyczaj nawet tego nie ma. Nachalność i bezrefleksyjność z jaką teoretycznie niezależni blogerzy promują kolejne produkty w pięknych słowach ujął kiedyś Borman Pogoń za fantami zamienić pamiętnik w zdalnie zaprogramowane medium, sypiące pozytywnymi opiniami jak dobry copywriter tekstami na zamówienie. 

Czym się różni Tomasz Lis - bloger od innych podobnych mu blogerów? Jedynie tym, że jego cena prawdopodobnie jest wyższa. Jak śpiewał kiedyś Kazik Staszewski jedni są tańsi inni są drożsi. Nie podejrzewam więc Lisa, że będzie radośnie pisał o zaletach izotonika albo robił sobie z nim zdjęcia w zamian za dwie zgrzewki na przygotowania do maratonu. Jego prawo, każdy sam negocjuje stawki.

Przykre jest to, że osoba stojąca na świeczniku pokazuje tego typu zachowania jako wyznacznik nowych trendów. Redaktor naczelny portalu wypowiada się, że tego typu reklama jest dobra dla wszystkich: reklamodawców, mediów i czytelników. Może i jest, ale musi zostać odpowiednio oznaczona. Za przykład może posłużyć współpraca, nikogo innego tylko Tomasza Lisa z firmą Timex, kiedy ta sponsorowała mu wyjazd na New York City Marathon w 2011 roku oraz zaopatrywała go na ten bieg w odpowiedni zegarek. Wtedy było dokładnie wiadomo kto co daje, kto co bierze i dlaczego, i było to wyraźnie zakomunikowane.

Bez tego jako czytelnik i bloger uważam, że taka reklama jest formą oszustwa. Oszustwo zaś nie jest dobre dla nikogo. I nawet takie tuzy jak Lis i Machała zdają się to w końcu rozumieć, ponieważ wspomniany wpis ostatecznie zniknął z portalu naTemat. Ciekawe kiedy i reszta blogosfery również zrozumie, że nie tędy droga.



16 komentarzy:

  1. Odnoszę wrażenie, że ostatnio część biegowych blogów (a o innej tematyce pewnie też) powstaje tylko po to, żeby od Najka dostać jakieś butki, a od Lidla kurteczkę. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem więcej. Ja nawet znam takich, którzy mówią o tym otwarcie :)

      Usuń
  2. Błażej na prezydenta! ;-)

    A u TL lokowanie było nie tylko Powerade'a, ale i siłowni ;-) W każdym razie, właśnie ten brak czytelności razi; człowiek patrzy na blogerów niemalże pooblepianych metkami, a słowa o współpracy nie ma. No przecież w kompleksy można wpaść :D

    Gryzę się w klawiaturę, żeby nie napisać za dużo (jeszcze stracę połowę lajków i co wtedy ;-)). Jeszcze raz więc: Błażej na prezydenta! :D

    Dobry wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy wpis. A sprawa jest w sumie skomplikowana. Po pierwsze, przednio się ubawiłam czytając pełne oburzenia głosy ludzi mediów, że to nieetyczne. Niestety, ale w wielu redakcjach standardem jest to, że obok reklamy cennego kontrahenta "przypadkiem" znajduje się pomagający reklamie tekst redakcyjny. Plebiscyty w kolorowych magazynach na produkt/markę/kosmetyk roku też raczej nie są przeznaczone dla firm, które w danym tytule nie wykupują reklam. Nie twierdzę, że tak jest wszędzie, ale tak bywa i lokowanie produktu w felietonie Lisa nie oburza mnie bardziej niż to zjawisko. Lis jako bloger może sobie wprawdzie pozwolić na lokowanie produktu, po prostu czytelnicy mogą od niego odejść (w to nie uwierzę) a TVP krzywić się na takiego "blogera" w swoich szeregach (http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/kurzajewski-w-reklamie-pko-bp-wbrew-etyce-tvp-lis-broni-tekstu-z-powerade). A osobiście uważam, że o współpracy z daną firmą należy informować głośno i wyraźnie na początku tekstu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wielu z tych, którzy dzisiaj podniosą oburzone głosy, jutro wróci do podobnych praktyk, bo lepiej widzieć u innych niż u siebie.

      Usuń
  4. Rozumiem, że blogerzy sportowi-biegowi może lecą na gratisy ale LIS mógłby dać sobie spokój. Natomiast z drugiej strony co to komu przeszkadza, że LIS promuje Powerade ? żal komuś ..... ściska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maciej, tu raczej nie chodzi o to, że on promuje Powerade, czy cokolwiek innego. Jak dla mnie może sobie nawet w reklamach proszków grać. Wolałbym jednak, żeby robił to w czytelny sposób informując, że współpracuje z daną firmą jak to wcześniej robił np. w przypadku Timexa.

      Usuń
  5. Mnie najbardziej urzekła niedawna informacja (nie pamiętam na 100%, kto to na FB napisał, ale chyba Michał Dajcie mi wygrać, że jeden z "blogerów" biegowych kupił lajki na Alle;) Dla mnie to hit roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile teraz stoi lajk na allegro? Miałem sobie kupić buty, ale może zainwestuję w lajki i wtedy jako popularnemu bloggerowi buty jakaś firma da mi za free ;) hehe

      Usuń
    2. "Witam, Chcielibyśmy zaoferować współpracę w związku z promocją Państwa FanPage'a - pozyskanie nowych fanów, którzy ożywią Wasz FanPage oraz poszerzą grono Państwa odbiorców. Umożliwiamy również pozyskiwanie like'ów dla Państwa profili w serwisach branżowych, w których pozycja uzależniona jest od ilości polubień konkretnego profilu. Dodatkowo oferujemy zbieranie kliknięć Lubie to! dla podstron z konkretnymi produktami.
      (...)
      Tylko w tym tygodniu otrzymają Państwo 50 fanów zupełnie za darmo. Wystarczy przesłać do nas adres FanPage'a, dla którego mają zostać pozyskani fani.
      Jeżeli dodatkowo zakupią Państwo u nas 1000 fanów dodamy kolejnych 50 fanów, również za darmo!
      Na Państwa życzenie wystawiamy aukcję na Allegro."

      trolololo... mail sprzed kilku dni :/

      Usuń
    3. Taki wirtualny handel ludźmi :-)

      Usuń
  6. Ja zupełnie nie rozumiem po co to robić? Dla tej kurteczki do testowania? Przecież to jest zupełnie bez sensu. Ja do biegania nie potrzebuję wiele i nawet wolę sam sobie kupować te rzeczy a nie testować bo wtedy to ja wybieram i mam to co chcę a nie że "darowanemu koniu się w zęby nie zagląda".
    A co do Lisa to jak dla mnie taki materiał tak razi w oczy "lokowaniem" produktu że zupełnie mi obojętne czy on tam napisze czy nie że to było sponsorowane. Przecież to od razu widać i ja w takich sytuacjach od razu przestaję czytać bo szkoda mojego czasu.
    Krasus - z tymi "lajkami" kupionymi na allegro to mistrzostwo świata, bardzo jestem ciekawy kto to kupił :D :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam szczerą nadzieję, że nie znam tego osobnika.. ;)

      Usuń
    2. @Leszek, tu kurteczka, tam buty. Niektórzy mają hopla na punkcie rzeczy z najnowszych kolekcji. To jest jakiś sposób, żeby je mieć bez kupowania. Potem, to już zamknięte koło, bo trzeba się przypodobać firmie, żeby dostać za jakiś czas kolejne.

      Jeśli chodzi o lokowanie, to ty to widzisz, bo wybijasz się ponad przeciętną, ale ja cały czas dziwię się ilu naiwnych ludzi stąpa po tym świecie. Oni nawet nie pomyślą, że produkt znalazł się tam nieprzypadkowo.

      Usuń
  7. Przecież wielkie larum jest o złamanie etyki dziennikarskiej przez Wielce Czcigodnego Pana Lisa, a nie o to że dostał zgrzewkę czy dwie jakiegoś gów... izosronika.

    OdpowiedzUsuń